No to jazda... mam bilety do Stanów! Co prawda załatwianie i kupowanie wizy amerykańskiej było już jakąś "pieczątką" dla tej podróży, ale chyba do tej pory nie wierzyłam, że to prawda. Teraz MAM bilety, więc lecę!
Reisefieber. Jakoś to się i po polsku nazywa... Słownik pisze, że "zdenerwowanie przed podróżą". E tam. Jestem pewna, że w dzieciństwie używaiśmy na to jakiegoś słowa. Jeszcze sobie przypomnę...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz